Gazeta Wyborcza: rozmowa z Dorotą Szopińską - prezes fabryki PLIVA Kraków należącej do grupy Teva w Polsce
A to miał być tylko staż
Jestem 50+ i jestem optymistką, zadowoloną z życia i z tego, co osiągnęłam. Ciągle staram się widzieć szklankę do połowy pełną, a nie pustą. Nigdy nie osiadam na laurach.
Małgorzata Kolińska-Dąbrowska: Ile lat pani pracuje w Plivie Kraków.
Dorota Szopińska-Wójcik, prezes spółki: 16 czerwca będzie 27 lat. Zaczynałam od mistrza produkcji. Dwa tygodnie po obronie pracy magisterskiej.
Taka amerykańska kariera od pracownika na niższym szczeblu zarządzania do prezesa.
Tak, cały czas mnie to zaskakuje. A przecież ja tu przyszłam tylko odpracować staż. Staże w tamtych czasach były obowiązkowe. No i zostałam.
A od kiedy jest pani prezesem?
Od lipca 2007. Ale od 2001 byłam dyrektorem produkcyjno- technicznym. Odpowiadałam za trzy czwarte zakładu: za produkcję, media energetyczne ,remonty i zaopatrzenie oraz inwestycje.
Do niedawna zarządzałam 1100 pracownikami. Teraz jest nas trochę mniej.
Długo się Pani zastanawiała, gdy przyszła propozycja objęcia prezesury?
- Nie. Najlepsza decyzja to szybka decyzja. Ale, co ważne świadoma. Przed objęciem tego stanowiska zarządzałam trzema czwartymi fabryki. O wiele dłużej zastanawiałam się w 2001 roku, kiedy zostawałam dyrektorem produkcyjnym .To dopiero ogromy skok. Byłam szefem wydziału sterylnego. Tam pracowało około 150 osób. Robiłam to, co lubiłam: wszelkiego rodzaju projekty, modernizacje. Wiem, to nie jest typowe dla kobiety. Ale Powiedziałam sobie tak: I tak będę musiała wykonać czarną robotę, a jak nie wyjdzie to i tak dostanę po głowie, to niech przynajmniej będzie to wszystko firmowane moim nazwiskiem.
W 2001 roku zastanawiałam się, czy sobie poradzę. Zmiana stanowiska pracy wymagała uczenia się wielu rzeczy, przede wszystkim nowej technologii. Przecież zarządzanie wiąże się z tym, że z każdym pracownikiem trzeba móc porozmawiać o tym, czym się on zajmuje. No to się musiałam tego nauczyć. Trwało to około roku. A przecież do niedawna zarządzałam 1100 pracownikami. Teraz jest nas mniej.
Bo na początku zeszłego roku z firmy odeszło 400 osób. Jak się zwalnia tyle osób?
Dla mnie jako szefa zwalnianie ludzi jest zadaniem najtrudniejszym z mozliwych. Porównałabym tę sytuację do okolicznoścvi, w których lekarz musi przekazać pacjentowi przykrą diagnozę na temat stanu jego zdrowia.
Jak to się robi?
W takich sytuacjach nie ma go towego scenariusza, bo każdy jest inny. Dla mnie ludzie są w firmie najwyższą wartością i dlatego bardzo ważne było, w jaki sposób ci pracownicy byli traktowani, czy dostali odpowiednią informację, wszelką pomoc, jaką byliśmy im w stanie zapewnić. Ważne było, aby nie odchodzili z uczuciem, że są gorsi. W tym samym czasie jednakże równie ważne było poświęcenie uwagi tym, którzy pozostawali w zakładzie. Bo to oni stanowili najważniejszy trzon nadchodzących zmian i wyzwań. Przy tym bardzo wnikliwie obserwowali, w jaki sposób firma rozstawała się z ludźmi. Bo dla ludzi jest bardzo istotne, j ak firma traktuj e pracownika w różnych okolicznościach, to świadczy o jej kulturze.
Jesteśmy w podobnym wieku, mamy prawie jednakowy staż pracy pozwolę sobie właśnie o wieku rozmawiać. Czy nie obawia się pani, że przychodzi w życiu kobiety taki moment, kiedy, nawet jak jest prezesem takiej jak ta firmy, można usłyszeć od rady nadzorczej: Chcemy pracować w młodym zespole.
Nigdy nie myślałam w tych kategoriach.
Pani nie, ale inni, wiem to od naszych czytelników, a przede wszystkim czytelniczek, że tak jest.
Dla mnie świat nie dzieli się na mężczyzn i kobiety. Dla mnie to ludzie dzielą się, jak to mówił mój ulubiony bohater z ”Samych swoich”, po prostu na mądrych i głupich. Pracownik starszy - 45 i więcej - to jest człowiek wyedukowany, doświadczony. Ekspert na swoim stanowisku. Świetny trener dla narybku. Teraz firmy, które wyzbywały się takich pracowników, widzą ogromną lukę.
Człowiek młody to jest dopiero dobry materiał, żeby zostać pracownikiem. Nawet gdy ma studia to musi się jeszcze dużo nauczyć. Musi współpracować z doświadczonymi pracownikami. Dopiero potem, w sposób naturalny, może wejść na miejsce tego starszego. Zaburzenie tej sekwencji wiedzie do opłakanych skutków.
Ale byłabym nie w porządku, gdybym powiedziała, że takie zjawisko- wypychania na wcześniejsze emerytury, pozbywania się z firmy starszych pracowników, nie istnieje. Całe szczęście to się stopniowo zmienia.
Teraz kiedy zauważono, że jest ta luka, powstają programy aktywizacji zawodowej osób starszych. Nawet mamy program rządowy ” Solidarność pokoleń”. Niedawno rada ministrów przyjęła szereg dokumentów, które opisują jak zmienić sytuacje 50 + na rynku pracy. To oznacza, ze w Polsce nadal jest taki problem i na dodatek jest on bardzo poważny.
Nie przeczę. Być może moje szczęście polega na tym, że mnie to nigdy nie dotknęło.
To wszystko zależy od tego, jak się firmą zarządza. Podczas ostatniej restrukturyzacji musieliśmy się rozstać z grupą pracowników, ale nie robiliśmy tego na podstawie daty urodzenia. Łączyły się dwie spółki. Wiadomo było, że nie możemy duplikować podobnych stanowisk pracy. Sytuacja była trudna, bo musieliśmy wybrać osoby kompetencyjnie najlepsze i wiek nie miał tu nic do rzeczy.
A na rynku farmaceutycznym, trudnym bardzo konkurencyjnym, kobiety prezesi czy prezeski to rzadkość?
Zgadza się. Z tego co wiem, kobiety zarządzające w tej branży można policzyć na palcach jednej ręki.
A jak radzą sobie w biznesie? Inaczej działają niż mężczyźni?
- Nie zastanawiałam się nad tym... ale w skórę dostają tak samo/ śmiech/. To już jest twardy świat. Albo robisz to, co do ciebie należy, dostarczasz dobry produkt, a jak nie to do widzenia .Nie ma taryfy ulgowej, bo jest się kobietą. Ja powiedziałabym nawet, że trochę, w pewien sposób, kobietom jest łatwiej pełnić taką funkcję.
Dlaczego?
Bo kobieta jest multifunkcjonalna. Może mieć równocześnie kilka idei w głowie. Może kilka rzeczy naraz rozważać, realizować. Mężczyzna jest pewnie bardziej uporządkowany, ale częściej bardziej skupia się na jednym zagadnieniu.
Są jakieś ”szklane sufity”- ograniczenia w awansie kobiet w pani firmie?
Nie. Dużo jest kobiet pracujących jako menedżerowie , ale zachowana jest równowaga. Tak jak mówiłam istotne są umiejętności, predyspozycje i fachowość, a nie płeć.
To się tak samo dzieje, czy to jest pani przemyślana polityka kadrowa? Jestem kobietą dopuszczam kobiety.
Mnie interesuje mózg, kompetencje i umiejętności pracownika. To od tego zależy jak się firma będzie rozwijała. Podstawą jest, by do firmy przychodzili ludzie mądrzy, rozwijali się wraz z nią. A potem, żeby przejmowali nowe obowiązki. Dla mnie jest istotne, czy człowiek jest fachowcem i czy mu się chce. Ważne też są wartości ,którymi kieruje się w życiu człowiek. Są takie skrajności: genialny psychopata i osoba naiwna i dobra, ale niezbyt mądra. Człowiek, który mnie interesuje jest po środku. To musi być człowiek mądry przede wszystkim, myślący logicznie, ale i przyzwoity.
W tej firmie przepracowałam 27 lat. Nie jestem prezesem przyniesionym w teczce. Pracowałam ze wszystkim grupami ludzi. Ważne jest z jakimi ludźmi się pracuje, z jakimi się przestaje.
Wiem, bo przeżyłam na własnej skórze ile złego może wyrządzić firmie bezwzględny i niefachowy szef . Taki ktoś otacza się zazwyczaj ludźmi lojalnymi wobec siebie, a niekoniecznie wobec firmy. Dlatego system wartości jest dla mnie bardzo ważny. Tak mi podpowiada doświadczenie życiowe.
Identyfikuję się od lat z tą firma. Gdyby tak nie było, nie mogłabym być prezesem. Pamiętam jak przyszłam po studiach, w czasach głębokiego socjalizmu, w nastroju zabawowym. I patrząc teraz na siebie widzę jedno: kiedy idzie się wyżej, to czuje się coraz większą odpowiedzialność. Widzi się bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy z wynikami firmy. A przede wszystkim odpowiedzialność za losy ludzi tam pracujących.
Coraz częściej mówi się o tym, że Polacy generalnie powinni dłużej pracować. Przede wszystkim kobiety, do 65 lat. Tylko czy będzie praca dla tych sześdziesięciolatków?
Trudne pytanie. Osobiście wydaje mi się, że wiek emerytalny nie jest naszym największym problemem, ale to ile lat przeciętnie człowiek przepracuje (i jak) w swoim życiu. Wydaje mi się, że rozwiązanie, w którym każdy kto przepracuje określoną liczbę lat (np. 35 czy 40) może iść na emeryturę, byłoby wyjściem dobrym i dla człowieka i dla Państwa.
Na pewno jest pani prezesem na dwóch etatach - jednym w Plivie, drugim w domu.
Na życie prywatne jest bardzo mało czasu i z tego powodu bardzo cierpię. Na szczęście mój mąż jest odporny i bardzo tolerancyjny. Z poczuciem humoru twierdzi, że mam świetnie wykształcony palec wskazujący od pokazywania tego, co ma rodzina robić w domu.
W życiu prywatnym trzeba znaleźć tę druga połowę. Gdyby to był drugi prezes to by się pewnie nie dało.
Świetnie rozumiem jak dużo znaczy poukładane życie prywatne. Musze je mieć absolutnie uporządkowane, żeby móc funkcjonować w pracy. Dlatego wiem: kiedy ustąpić i że absolutnie nie można kłócić się o drobiazgi.
Czyli stara się pani nie prezesować w domu.
/ śmiech/ Bardzo nad tym pracuję. W miarę upływu lat rośnie mój apetyt na święty spokój. Absolutnie nie powinna mieć znaczenia plama na obrusie. Są rzeczy, które można zrobić później, jeżeli czas wykorzysta się na wyjście gdzieś z mężem, poświęci się go rodzinie. Ale do takiego filozoficznego podejścia do życia dochodziłam przez ładnych parę lat. Naprawdę musiałam dużo na sobą pracować, by nie denerwował mnie nieporządek, żeby odpuścić.
Rozmawiała małgorzata Kolińska-Dąbrowska
Komentarz:
Dorota Szopińska-Wójcik jest prezesem PLIVY Kraków – jednej z największych w Polsce fabryk produkujących leki odtwórcze. PLIVA Kraków jest częścią Grupy TEVA w Polsce, największej firmy generycznej na świecie..
Z zakładem jest związana od 1983 roku. Zaczynała w ampułkarni, gdzie kolejno pełniła stanowiska mistrza, specjalisty technologa i szefa. W 2001 r. objęła stanowisko dyrektora ds. produkcyjno-technicznych. Sześć lat później objęła stanowisko dyrektora ds. operacji przemysłowych i równocześnie pełni funkcję prezesa zarządu PLIVY Kraków.


