Puls farmacji - Nowoczesna firma generyczna musi rozszerzać portfolio
Nowoczesna firma generyczna musi rozszerzać portfolio.
Puls Farmacji rozmawia z Michałem Nitką, prezesem zarządu Teva Pharmaceuticals Polska.
W grudniu minie rok od przejęcia koncernu Barr – i należącej do niego Plivy – przez Tevę. Czy w naszym kraju proces konsolidacji obu firm jest już zakończony?
Oficjalnie zakończył się 1 października, ale już od 6 kwietnia działamy w połączonej nowej strukturze. Wszyscy pracownicy mają nowe zakresy obowiązków, wprowadzone zostały jednakowe procedury. Oznacza to, że integracja techniczna trwała tylko 100 dni od momentu zakupu Firmy PLIVA przez Tevę.
Była to chyba najszybsza konsolidacja na rynku farmaceutycznym i to mimo, że w Polsce doszło do połączenia dwóch dużych firm, inaczej niż na przykład we Francji, gdzie Pliva była obecna w niewielkim zakresie, czy w Chorwacji, gdzie z kolei Teva działała w ograniczonym stopniu.
Dodam, że lista zadań, jakie należało wykonać – a było ich około 900 – została przygotowana w Polsce. Nasza centrala na Europę w Utrechcie w Holandii jedynie zaakceptowała ten plan. Został on zresztą bardzo dobrze oceniony i ma być w przyszłości stosowany jako wzorzec dla podobnych integracji.
Co było najtrudniejsze w procesie integracji?
Konsolidacja dwóch podmiotów przebiega zwykle w kilku obszarach. Bardzo istotne jest ustalenie, ile osób ma być zatrudnionych w nowej firmie, jakie będą im przypisane zadania i jakie mają mieć kompetencje oraz jak powinny wyglądać struktury poszczególnych działów firmy. Z tym wiąże się trudny i jednocześnie przykry, ale nieuchronny wybór osób z obu firm, które będą w dalszym ciągu dla nas pracowały, czyli tych najbardziej zaangażowanych, kompetentnych, osiągających w pracy najlepsze wyniki, które pasowałyby do nowych wyzwań. Naszym celem jest stworzenie z dwóch dobrych firm jednej, która będzie miała potencjał stania się liderem tego rynku.
Drugim trudnym obszarem było zdefiniowanie, jak ma w przyszłości wyglądać portfolio produktowe. Każda firma weszła ze swoim portfelem, w efekcie mamy kilka produktów konkurencyjnych. Na przykład mieliśmy kilka preparatów zawierających azytromycynę. Musieliśmy zdecydować, który pozostaje w naszym portfelu i będzie aktywnie promowany przez firmę, a który ma zostać na przykład sprzedany.
Jednak najtrudniejszym procesem jest stworzenie jednej firmy w sensie emocjonalnym, czy kulturowym. Naszym celem jest jak najszybsze zatarcie granic, ale jak dowodzą doświadczenia innych firm, które przeszły tę drogę, często trwa to nawet kilka lat.
Po informacji o przeniesieniu produkcji neostygminy na Węgry oraz o zwolnieniu około 40 procent załogi fabryki w Krakowie, pojawiły się podejrzenia, że Teva chce sprzedać krakowski zakład.
Nie ma planów sprzedania ani zakładu w Krakowie, ani w Kutnie. Oczywiście nie obyło się bez kilku zmian w produkowanym przez obie fabryki asortymencie. A to, co w przyszłości będzie wytwarzane jest uzależnione od polityki koncernu Teva i od decyzji dotyczących dalszego rozwoju portfolio koncernu. Struktura produkcji może się zatem zmieniać, mamy przecież kilkadziesiąt fabryk na świecie. Jednak warto podkreślić, że obie fabryki (Kutno i Kraków) posiadają certyfikaty GMP pozwalające na produkcję do krajów Unii Europejskiej. Zakład w Krakowie dodatkowo przeszedł audyty amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA) i dzięki temu PLIVA Kraków jako pierwsza w branży w Polsce otrzymała pozwolenie na produkcję leków na rynek USA.
Oferta obu zakładów jest obecnie komplementarna. Kutno produkuje głównie na polski rynek, lecz również w ramach transferu nowoczesnych technologii właśnie tutaj przeniesiono produkcję (dla innych krajów Unii Europejskiej) montelukastu stosowanego w leczeniu pacjentów chorujących na astmę, oraz leków stosowanych w psychiatrii (escitalopram, risperidon i olanzapina).Poza produkcją olanzapiny w postaci zwykłych tabletek, produkowana jest również wersja ODT (Orally Disintegrating Tablet), czyli nowoczesna postać tabletek ulegających rozpadowi w jamie ustnej.
Fabryka w Krakowie, ilościowo, większość produktów wysyła na eksport – do krajów europejskich i Stanów Zjednoczonych. Poza tym Kraków jest również główną fabryką w sieci fabryk koncernu na świecie produkującą Katadolon (innowacyjny lek przeciwbólowy na receptę i jeden z głównych brandów Grupy) na wszystkie rynki Tevy. Również Kraków przejął całkowicie produkcję leku OTC na nadkwaśność żołądka – Gastal oraz leku przeciwpadaczkowego na receptę - Finlepsin. Warto dodać, że w Krakowie znajduje się również centrum Tevy zwalniające produkty produkowane poza Unią Europejską do obrotu na obszarze Unii.
Jak połączenie firm wpłynęło na znaczenie polskiego rynku dla koncernu Teva?
Staliśmy się jednym z sześciu kluczowych rynków w Europie. Ma to zresztą swoje odzwierciedlenie w strukturach firmy. Polska jest jednym z niewielu krajów raportujących bezpośrednio do europejskiego szefa Tevy.
Rozważa pan wzmocnienie polskiego oddziału Tevy poprzez przejęcia spółek działających w naszym kraju?
Nasza strategia nie wyklucza przejęć małych i średnich podmiotów lub produktów, jeśli miałoby to przynieść efekt synergistyczny.
Co to przejęcie zmieniło dla partnerów handlowych obu firm i dla pacjentów?
Dzięki połączeniu jesteśmy ósmą największą firmą farmaceutyczną w Polsce, trzecią - generyczną i trzecią - na rynku produktów OTC. Nasza oferta – patrząc na jednostki asortymentowe – jest jedną z najszerszych na polskim rynku. Znajdują się w niej preparaty na receptę, w tym wysokospecjalistyczne, stosowane na rynku szpitalnym, leki OTC, suplementy diety. Możemy zaoferować je po cenach korzystnych dla pacjentów. Na co między innymi pozwala sprzedaż wysokowolumenowa – idąca w setki tysięcy opakowań – jak w przypadku suplementu diety Hepatil, czy leku OTC Flegamina. Myślę, że dla naszych odbiorców hurtowych wygodne jest to, że co prawda dostawy pochodzą z obu naszych zakładów, ale zamówienia mogą składać w jednym miejscu. Dodam, że już od I kwartału przyszłego roku także dostawy będą pochodziły z jednego – zlokalizowanego w centralnej Polsce centrum dystrybucyjnego. Większy komfort ma też farmaceuta, który rozmawia teraz z jednym, a nie z dwoma konsultantami.
Pacjenci z kolei korzystają z lepszej dostępności geograficznej wszystkich naszych produktów.
Teva ma obecnie zarejestrowanych w Polsce około 500 postaci handlowych 160 molekuł. Czy tak szeroki wachlarz produktów jest rzeczywiście potrzebny?
Na pewno będziemy optymalizować nasze portfolio. Jednak wiele produktów jest na polskim rynku od wielu lat i pacjenci do nich się przyzwyczaili. Chcemy, aby one były w ciągłej ofercie. Na pewno będziemy musieli zdecydować o losie preparatów podobnych. Z drugiej jednak strony planujemy rozszerzać portfolio, gdyż to zapewnia rozwój każdej nowoczesnej firmie generycznej. Nasza strategia przewiduje wzrost w segmentach, w których już jesteśmy obecni - w przyszłym roku wprowadzimy przynajmniej kilka preparatów stosowanych w kardiologii, neurologii i psychiatrii. Zaoferujemy też nowe leki dla szpitali, w tym leki onkologiczne. Druga ścieżka rozwoju przewiduje wprowadzenia w segmentach, w których w Polsce firma nie jest jeszcze obecna – będą to preparaty na receptę w tym jeden innowacyjny.
Z badań firm oceniających rynek farmaceutycznych wynika, że od kilku lat najbardziej dynamicznie rośnie segment leków OTC, suplementów diety i dermokosmetyków. Czy Teva zamierza zdyskontować koniunkturę na te produkty?
My także odczuwamy szybki wzrost tego segmentu rynku. Wynika to moim zdaniem z faktu, że pacjenci są coraz lepiej wyedukowani i mają większą świadomość skuteczności działań profilaktycznych. Chętnie kupują preparaty zapobiegające wielu schorzeniom i poprawiające jakość życia. Odpowiadając na te oczekiwania w przyszłym roku wprowadzimy nowe preparaty uspokajające i pomagające w schorzeniach układu pokarmowego. Z dużą nadzieją patrzymy na segment produktów dermatologicznych, w tym dermokosmetyków. Na razie zaznaczyliśmy swoją obecność poprzez Plivafem, czyli kosmetyk w postaci żelu do higieny intymnej. Jest on od 1,5 roku na rynku, jednak do tej pory informowaliśmy o nim głównie specjalistów – lekarzy ginekologów. Od I kwartału przyszłego roku planujemy wsparcie dla marek już obecnych w sprzedaży. W przygotowaniu są szeroko zakrojone kampanie promocyjne. Warto przy tej okazji wspomnieć o naszym nowym suplemencie diety, który pojawił się w aptekach we wrześniu br. i jest bardzo dobrze odbierany. To Vibovit Zoożelki (żelki o smaku owocowym wzbogacone 11 witaminami i mikroelementami) - nowość w ramach naszej znanej i cenionej marki preparatów dla dzieci, obecnej na rynku od 35 lat - marki Vibovit.
Czy Pana zadaniem Aviomarin powinien wrócić do sprzedaży pozaaptecznej?
Preparat znajduje się na rynku od 50 lat i jest lekiem sprawdzonym pod względem bezpieczeństwa. Kupuje się go w razie potrzeby –zwykle w podróży - powinien zatem być dostępny w sklepach, czy na stacjach benzynowych. Naszym zdaniem większą szkodą dla pacjentów jest wycofanie go ze sprzedaży pozaaptecznej niż jego dostępność w tych placówkach. Apteka również nie reglamentuje sprzedaży preparatów bez recepty. Dostarczyliśmy Resortowi Zdrowia wszelką możliwą dokumentację. Liczymy, że wróci do sprzedaży pozaaptecznej.
Na wiosnę tego roku - przy okazji planowanej nowelizacji prawa farmaceutycznego - wrócił temat wprowadzenia sztywnych cen i sztywnych marż na leki refundowane. Czy z punktu widzenia kierowanej przez pana firmy byłoby to dobre rozwiązanie?
Moim zdaniem, dzięki ujednoliceniu cen, sytuacja rynkowa zostałaby uporządkowana, a pacjent mógłby kupić lek w każdej aptece w tej samej cenie. Jestem jednak zwolennikiem pozostawienia maksymalnej ceny producenta.
Przeciwnicy tego rozwiązania uważają jednak, że spowoduje ono wzrost cen leków, co już nie będzie korzystne dla pacjentów.
Firmy badawcze odnoszą swoje badania do obecnych cen. A przecież w wypadku leków refundowanych – a ich rzecz dotyczy – następuje stała erozja ceny. Z jednej strony spowodowana konkurencją na rynku, z drugiej - działaniami Ministerstwa Zdrowia. Trudno zatem przewidzieć, jak zachowają się ceny.
Moim zdaniem możliwy jest także inny mechanizm. W przypadku konieczności dostosowania cen do potrzeb pacjentów pomiędzy nowelizacjami list leków refundowanych można by utrzymać cenę maksymalną producenta, a usztywnić marżę. Wprowadzając to rozwiązanie producent miałby możliwość szybszego jednakowego obniżenia ceny dla wszystkich odbiorców Zmiana ceny dotyczyłaby zatem wszystkich aptek, a to zakończyłoby turystykę zakupową.
Niektórzy aptekarze narzekają, że przedstawiciele handlowi firm farmaceutycznych nie zawsze są dostatecznie przygotowani do merytorycznej rozmowy na temat oferowanych preparatów.
My uważamy, że funkcja farmaceuty, jako osoby która wpływa na proces leczenia jest bardzo ważna, szczególnie w chorobach przewlekłych takich, jak cukrzyca, czy nadciśnienie. Dlatego nasi przedstawiciele są świetnie wyedukowani. A w przypadku produktów Rx z farmaceutami kontaktują się ci sami konsultanci, którzy odwiedzają lekarzy. Mają wiedzę na temat produktu, jego działań niepożądanych, wskazań i przeciwwskazań. Staramy się zresztą nie poprzestawać na informowaniu farmaceutów o naszych produktach, ale pokazywać im możliwość uczestniczenia w procesie terapeutycznym, czy edukować w dziedzinie farmakoekonomii. Wiele tego typu szkoleń już przeprowadziliśmy, a w planach mamy następne.
Rozmawiała Lidia Sosnowska-Smogorzewska


